Polska - Włochy, czyli mecz o awans z grupy (2007-09-05)
W środę o 21.30 Polacy zagrają z Włochami o awans do najlepszej 12 mistrzostw Europy w Hiszpanii. Obie drużyny mają po dwie porażki - z Francją i ze Słowenią. Kto przegra po raz trzeci, ten jedzie do domu. Transmisja spotkania w Polsacie Sport od 21.20.
Włosi w obu spotkaniach byli bliżsi zwycięstwa niż Polacy. W poniedziałek
odrobili w czwartej kwarcie straty do Słowenii, sześć sekund przed końcem wyszli
na dwupunktowe prowadzenie, ale w ostatniej akcji meczu słoweński rozgrywający
Jaka Laković trafił za trzy i Włosi przegrali 68:69. We wtorek Włochy dobrze
zaczęły mecz z Francją, ale potem nie znaleźli sposobu na powstrzymanie Tony'ego
Parkera (aż 36 punktów!), a na dodatek dali się ograniczyć w trzeciej kwarcie
znakomitej obronie Francji.
Polacy z Francją walczyli długo, ale w końcówce zabrakło doświadczenia i pomysłu
w ataku. We wtorek ze Słowenią zespół trenera Andreja Urlepa świetnie walczył
przez pierwszą kwartę i wygrywał nawet 19:13. Potem jednak Polacy zatracili
skuteczność, grali nerwowo w ataku, popełniali coraz większe błędy w defensywie
i ostatecznie przegrali aż 52:70.
Ale to nie znaczy, że Polacy są w meczu o wszystko z Włochami na straconej
pozycji. Jak ich pokonać? Kluczem do wygranej powinno być powstrzymanie
rozgrywającego Massimo Bulleriego. 30-letni zawodnik to mózg i motor napędowy
Włochów - trafia z dystansu, dobrze wchodzi pod kosz, potrafi świetnie znaleźć
partnerów. Bulleriego powinien pilnować Łukasz Koszarek, ale może dobrym
pomysłem byłoby powierzenie tego zadania Iwo Kitzingerowi? 22-letni rzucający to
najlepszy motorycznie polski zawodnik na obwodzie. Bulleriego warto męczyć, bo
jego zmiennik Fabio di Bella jest dużo słabszy.
Poza Bullerim Włosi mają jeszcze dwóch chimerycznych gwiazdorów: Andreę
Bargnaniego i Marco Belinellego. Pierwszy to nr 1 draftu w 2006 roku, skrzydłowy
Toronto Raptors. W pierwszym meczu ze Słowenią był niewidoczny, we wtorek z
Francją zaczął fenomenalnie - trafił po typowej akcji zawodnika podkoszowego,
dorzucił dwa punkty z półdystansu, potem trafił za trzy. Wyglądał pewnie,
ustawiał się w ataku w każdym miejscu i nagle... zniknął. Bargnani jest
wszechstronny, ale bardzo nierówny. Adam Wójcik, czy Filip Dylewicz nie powinni
się go bać.
21-letni Belinelli to szalony strzelec, którego nieodpowiedzialny czasem sposób
gry udziela się niekiedy kolegom. Wybrany z nr. 18 draftu do Golden State
Warriors zawodnik albo biega po zasłonach i oddaje rzut zanim dobrze złapie
piłkę, albo błyskawicznie wbija się pod kosz. Zdarza mu się także rzucać za trzy
punkty w kontrze. Ale, podobnie jak Bargnani, gra na ME nierówno.
Wczoraj Włosi przegrali z Francją, a właściwie z Tonym Parkerem po wyrównanym
meczu. Największe problemy koszykarze z Włoch mieli w trzeciej kwarcie, kiedy
nie umieli sobie poradzić z twardą, agresywną obroną rywali. I przez cały mecz
nie mogli zatrzymać Parkera. MVP ostatniego finału NBA rzucił aż 36 punktów.
Grał jak koszykarski Ronaldinho - zawsze był o jedno tempo szybszy, o jeden zwód
mądrzejszy. Niestety, w polskim zespole nie ma takiej indywidualności, która
mogłaby Włochom aż tak przeszkadzać.
źródło:sport.pl