Pluta: Tony Parker? Dla nas to kosmos (2007-09-03)
- Znam swoją wartość, ale znam też wartość rywali. To jest inny świat. Ale nie jedziemy na mistrzostwa za karę, będziemy walczyć - mówi rzucający reprezentacji Polski Andrzej Pluta
Dziś reprezentacja Polski rozpoczyna mistrzostwa Europy w Hiszpanii meczem z
Francją. W czterozespołowej grupie są także Słoweńcy i Włosi. Awans do drugiej
fazy ME powinna zapewnić jedna wygrana, ale Polska jest pewniakiem do ostatniego
miejsca w grupie. W europejskiej elicie nie było nas 10 lat, dwa lata temu
spadliśmy do trzeciej ligi na kontynencie. Sparingi z klasowymi rywalami
przegrywamy bezdyskusyjnie.
33-letni Andrzej Pluta jest jedynym zawodnikiem obok najstarszego w kadrze Adama
Wójcika, który pamięta ME w Hiszpanii z 1997 roku. Wówczas Polacy na których
nikt nie liczył zajęli doskonałe siódme miejsce, byli o kilka minut od awansu do
półfinału. - Wiele bym dał, żeby Hiszpania znów okazała się dla nas szczęśliwa -
mówi Pluta.
Na mistrzostwach Europy nie było nas dziesięć lat,
dawno nie graliśmy z rywalami tej klasy co Serbia czy Chorwacja. Okazuje się, że
od europejskiej czołówki dzieli nas więcej, niż nam się wydawało?
- Kiedy wywalczyliśmy awans, uznaliśmy to za sukces, ale faktycznie okazuje się,
że najlepsze zespoły mocno nam uciekły. W Turcji ponieśliśmy druzgocącą porażkę
z Chorwacją, a ja nie spodziewałem się, że przegramy aż tak wysoko. Oczywiście,
Chorwaci są lepsi, tego nie można zakwestionować - każdy z nich gra w mocnym
klubie, występują w Eurolidze, i nie są to epizody. My za to jesteśmy trochę
sfrustrowani, bo rok temu przegraliśmy z Chorwacją 11 punktami. Teraz 46... Moim
zdaniem aż takiej przepaści między nami nie ma, choć z drugiej strony równać się
z nimi nie możemy.
Kilku reprezentantów przyznało, że jeszcze nie
spotkało się z taką obroną, jaką prezentują Serbowie czy Chorwaci.
- Bo to prawda. W składzie Serbii jest kilku zawodników, którzy zdobyli
mistrzostwo świata do lat 20. Jest też kilku innych młodych graczy, którzy mają
poważną pozycję. Grają pod dużą presją, ale mimo to udaje im się to robić z
luzem, bo są do meczów o wielką stawkę przyzwyczajeni, dla nich to jest chleb
powszedni. A niestety nasi młodsi gracze taki poziom widzą po raz pierwszy w
życiu, wcześniej oglądali to może tylko w telewizji. Moim zdaniem brakowało nam
turnieju, gdzie gralibyśmy z zespołami zbliżonymi poziomem do nas. Może
wygralibyśmy kilka spotkań i trochę byśmy się dowartościowali. W Turcji
wygraliśmy z Chinami, poczuliśmy się lepiej, ale później trafiamy na Serbię i
Chorwację i po wynikach widać, jakie są efekty.
Bez kontuzjowanego Michała Ignerskiego
reprezentacja ma wielki problem na pozycji niskiego skrzydłowego.
- W Europie na trójce grają zawodnicy o wzroście 205-207 cm, tak jak Michał czy
serbski gwiazdor Milan Gurović. Poza Ignerskim takich koszykarzy w Polsce nie
mamy, w pierwszej piątce gra więc sporo niższy Bartek Wołoszyn, który szybko się
uczy gry z najlepszymi zawodnikami w Europie. Ale prawda jest taka, że w ogóle
brakuje nam zawodników, którzy potrafiliby przejąć część odpowiedzialności za
grę w ataku. Tym się różnimy od dobrych zespołów - oni mają dziesięciu czy
dwunastu koszykarzy na wysokim poziomie, a my nie.
Nie przeraża pana to, że w wieku 33 lat razem z
37-letnim Adamem Wójcikiem musicie stanowić o sile reprezentacji, a następców
nie widać?
- Trzeba się zastanowić, skąd to się bierze. W całej polskiej ekstraklasie jest
trzech Polaków, którzy decydują o grze swoich klubów, a przecież poziom ligowy i
reprezentacyjny to dwie różne sprawy. I trudno będzie nam osiągnąć pewien pułap,
jeżeli Polacy nie będą grać nawet we własnej lidze. Później właśnie mamy takie
kłopoty z lepszymi drużynami.
Francja, Słowenia i Włochy, z którymi zagramy na
ME, prezentują podobny poziom do Serbii czy Chorwacji. Mówi się, że najsłabsza
będzie Słowenia. Czy słusznie?
- Nie mam pojęcia, skąd się wzięło to, że Słowenia jest najsłabszym z naszych
przeciwników. Przecież oni mają graczy z najlepszych lig europejskich, z NBA, i
co ważne, grają regularnie na mistrzostwach Europy i świata. Francja nawet z
zawodnikami z ligi francuskiej jest niezwykle mocna, a dochodzą jeszcze gwiazdy
z klubów europejskich i z NBA. I to wybitni zawodnicy, bo przecież Tony Parker
to obecnie najlepszy rozgrywający na świecie. Dla nas to jest kosmos. Ja znam
swoją wartość, ale znam też wartość innych, i to jest inny świat.
Przykre jest też to, że ogrywają nas zespoły, w
których pierwszoplanowe role odgrywają 22-25-letni rówieśnicy Roberta
Skibniewskiego, Łukasza Koszarka czy Iwo Kitzingera.
- Ja będę się upierał, że mamy zdolną młodzież. Nawet trenerzy z Bałkanów dziwią
się, co się dzieje z naszymi chłopakami, którzy w wieku 16-17 lat zapowiadają
się na świetnych koszykarzy. To, że się nimi nie stają, to wina klubów i
szkolenia. W Polsce każdy klub chce grać w ekstraklasie, bez względu na to, czy
ma pieniądze, czy nie. Nikt nie chce być w I czy II lidze i ogrywać sobie
młodych zawodników. Zupełnie inaczej jest w krajach byłej Jugosławii. I tam,
mimo że Słowenia jest od nas dużo mniejszym krajem, to cały czas pracują z
młodzieżą, i nawet najlepsze kluby opierają się na graczach młodych. Nikt nie
patrzy w metrykę, ale na to, czy ktoś jest dobry i czy potrafi zagrać na danym
poziomie, czy nie. Musimy zacząć coś robić, żeby w końcu poprawić szkolenie.
Co powie pan tym, którzy twierdzą, że Polacy do
Hiszpanii jadą po trzy duże porażki?
- Jeżeli ktoś zna się na koszykówce, to może tak uważać. Wystarczy spojrzeć na
składy naszych rywali i można się przekonać, że grają tam praktycznie same
gwiazdy. Ale my na tych mistrzostwach nie będziemy za karę, chcemy pojechać i
walczyć. Każdy chce się pokazać i udowodnić, że zasłużył na grę w mistrzostwach.
Mam nadzieję i wiarę w to, że pojedziemy i w którymś meczu przyjdzie akurat taka
forma, że uda się wygrać. Dlatego trenujemy, poświęcamy się i dajemy z siebie
wszystko. Kibice? Muszą w nas wierzyć. To nam pomaga, a poza tym, jeśli oni
przestaną wierzyć w swoją reprezentację, to będzie źle.
źródło:Gazeta Wyborcza